środa, 23 listopada 2011

Monika



W 2003 roku całkiem przypadkowo wykryto u Moniki nowotwór kości. Po przeszczepie kości i kilku miesiącach rehabilitacji wróciła do prawie pełnej sprawności. Wtedy uznano, że jest to zmiana łagodna. Półtora roku później wskutek wznowy niezbędny był kolejny przeszczep. Tym razem pojawiły się wątpliwości czy jest to zmiana łagodna. W Polsce nie udało się ostatecznie potwierdzić rozpoznania. Dopiero patolodzy w Huston (Cancer Center) postawili właściwą diagnozę. Brzmiała ona- nowotwór o niskim stopniu złośliwości – również przy pierwszej zmianie. W 2008 roku nastąpiła ponowna reemisja guza, konieczna była amputacja podudzia, która miała zapobiec przerzutom. Jednak po 3 miesiącach pojawiły się przerzuty do płuca. Pomimo ich usunięcia i chemioterapii nastąpiła progresja choroby, wtedy usunięto guzy z obu płuc. Następna kontrola wykazała nowe przerzuty. Wtedy mój przypadek został skonsultowany przez lekarzy Kliniki Charite w Berlinie. Zastosowano terapię niedostępną w Polsce oraz operacyjnie usunięto guzy. Niestety okazało się, że wzrosła złośliwość nowotworu. Tomografia kontrolna wykazała jednak brak jakichkolwiek zmian. Aby zwiększyć efektywność leczenia Klinika wnioskowała bez rezultatu o sfinansowanie Moniki leczenia lekiem nowoczesnej generacji – Mepact. W lutym 2011 roku w trakcie ostatniego badania kontrolnego ponownie wykryto guzy w płucach. Niestety duża ilość zabiegów operacyjnych uniemożliwia kolejne operacje, zaś duża ilość przyjętych cytostatyków wyklucza zastosowanie chemioterapii. Jedyną możliwością jest leczenie bardzo kosztownym lekiem Mepact (150 tys. Euro). Zmniejsza on złośliwość nowotworu oraz skutecznie aktywuje reakcje obronne organizmu, aby ten mógł rozpoznać i zwalczyć komórki nowotworu. Przez cały ten czas pracuję dla Deutsche Bank PBC S.A. Dzięki pomocy rodziny, przyjaciół i kolegów z pracy oraz wielkiej przychylności i wsparciu przełożonych udaje mi się normalnie żyć i łączyć leczenie z pracą.



STRONKA Monisi to :


DSCN0976

wtorek, 22 listopada 2011

Chustka Joasia

Joasia na swoim blogu pisze........


http://chustka.blogspot.com/2011/11/580.html


Przeczytaj-POMÓŻ!

piątek, 4 listopada 2011

Oliwier Przybek liczy na naszą pomoc.



Oliwier ma 4,5 roku. W sierpniu 2010 roku rozpoznano u niego jeden z najcięższych nowotworów złośliwych u dzieci – Neuroblastoma stopień IV z przerzutami do węzłów chłonnych i szpiku kostnego. Możliwości leczenie w Polsce wyczerpały się. Obecnie jedyną szansą dla Oliwierka jest kontynuacja leczenia w Klinice w Greifsland (Niemcy), które wyceniono na 80 tyś. Euro. Sami nie jesteśmy w stanie zebrać tak ogromnej kwoty... Prosimy, pomóżcie nam wygrać tę nierówną walkę!!!
Każda złotówka jest cenna...

Subkonto Oliwierka:

Fundacja "Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową"
ul. O. Bujwida 42
50-368 Wrocław
Numer konta:
11 1160 2202 0000 0001 0214 2867

tytułem wpłaty:
"Dla Oliwiera Przybek"

Kontakt

tel. 502165800
e-mail: rembrand1@op.pl

stronka Oliwierka http://oliwier-przybek.blogspot.com/

Tobiasz Jasiński to ciekawy świata 2,5-latek z Polańczyka w Bieszczadach. Przy okazji patronażowej wizyty u pediatry niespełna miesięcznej siostry chłopca, dzięki czujności rodziców, których zaniepokoiły powiększone węzły chłonne u syna, zdiagnozowano u niego ostrą białaczkę limfoblastyczną. Obecnie chłopiec jest pod opieką Oddziału Onkologii Dziecięcej w Zabrzu, gdzie poddawany jest chemioterapii i gdzie czeka go jeszcze długi proces leczenia. Tobiasz jest chłopcem pełnym energii, uwielbia auta, często organizuje samochodowe wyścigi, chętnie rysuje, a nim zachorował wraz z rodzicami chodził po górach i żeglował. Na oddziale chłopcu towarzystwa dotrzymuje w większości czasu tata, a także ukochany Zygzak McQueen i jego przyjaciele. Niestety ze względu na dużą odległość szpitala od miejsca zamieszkania (prawie 340km!), w konsekwencji wysokie koszty dojazdu, Tobiasz kontaktuje się z mamą i siostrą Amelką głównie przez telefon i Skype’a. Państwa pomoc może sprawić, by rodzina częściej była w komplecie. Koszty leczenia osób chorych onkologicznie są bardzo wysokie, dlatego Państwa pomoc jest nieodzowna. Przyczyńmy się zatem do tego, aby udało im się wytrwać w tej trudnej życiowej próbie.

Fundacja ISKIERKA
na rzecz dzieci z chorobą nowotworową
Warszawa 00-838, Prosta 51
ING Bank Śląski: 30 1050 1588 1000 0023 0342 1412
na hasło: „Tobiasz Jasiński”
stronka Tobiaszka:   http://tobiaszek.sos.pl/
Kontakt z tatą Tobiaszka: faflon@plusnet.pl

Sandra Korbiel


Mama Sandrusi pisze.....

Jesteśmy po rozmowie z lekarzem, mam mętlik w głowie. Gdy weszliśmy do gabinetu lekarza, widziałam po jego minie, że nie ma dobrych wiadomości. Na wstępie rozmowy powiedział: "CHOROBA WRÓCIŁA, zaczynacie walkę od nowa". Zrobiło mi się gorąco, słuchałam wszystkiego jak w jakimś amoku, każde kolejne słowo było ciosem prosto w serce. Starałam się opanować łzy. Na dzień dzisiejszy, po konsultacjach, operacja nie wchodzi w grę. Lekarze uważają, że jest więcej komórek nowotworowych w głowie, ale rezonans ich nie wykazuje. Ponieważ guzy odrosły bardzo szybko i nie w tym miejscu, gdzie wcześniej zostały usunięte. Wychodzi na to, że komórki nowotworowe uaktywniły się, operacja nie miałaby sensu, wycięliby trzy guzy, a urosłyby kolejne. Proponują roczną chemię w tabletkach. Lekarz podkreślił w rozmowie kilkakrotnie, że jest to bardzo ciężki nowotwór do leczenia i nie wiadomo, czy chemia zadziała. Za trzy miesiące rezonans ma pokazać, czy są jakieś rezultaty leczenia. Musimy znów wrócić do szpitala w Prokocimiu, bo Sandrusia musi cały czas być pod kontrolą lekarza, który będzie monitorował leczenie w Polsce. Trzy rodzaje chemii może przyjmować w domu, ale musimy jeździć na morfologię (sprawdzać, czy wyniki nie pogarszają się). Może się pojawić gorączka i inne objawy. Lekarz z Francji napisał list do polskich lekarzy, w którym wyjaśnił, jaki rodzaj chemii i dawkę ma przyjmować Sandrusia,  poprosił także o monitorowanie leczenia, wykonanie rezonansu za trzy miesiące i z kontaktowanie się z nim. Uważa, że nie ma sensu, żebyśmy za wszystko płacili w Francji, podczas gdy córka może stosować chemię w Polsce. Jeżeli któraś chemia nie będzie dostępna w Polsce, będziemy musieli kupić ją we Francji. Nie wiem co mam myśleć o tym wszystkim. Dopiero organizm Sandrusi zaczął się regenerować po ciężkim leczeniu, a tu od nowa trzeba jej dawać tą truciznę. Ale lekarz mówi, że nie ma na co czekać, trzeba zacząć leczenie, póki guzy są małe i nie ma jeszcze objawów. Po lekach włosy mogą wypaść, ale nie muszą. Znów wraca cały koszmar, który już przeżyłam, nie przypuszczałam nawet w najgorszych snach, że będę musiała kolejny raz to wszystko przechodzić. Przepłakałam całą noc, bezsilność mnie zabija, nie wiem co mam zrobić, żeby uratować Sandrusię. Przypomniałam sobie słowa lekarza z Polski, u którego byłam z dokumentami Sandrusi na konsultacji rok temu.Powiedział mi wprost: "ta dziewczynka umrze, to jest kwestią miesięcy, roku, dwóch, ale finał będzie jeden. Rozpłakałam się i mu wykrzyczałam, że na to nie pozwolę i wybiegłam z gabinetu. Teraz boje się, że może miał rację. Ale nie chcę nawet o tym myśleć, strasznie się boję...

czytaj o Sandrusi na Jej blogu  http://sandrusia6.blogspot.com/

POMÓŻMY WSPÓLNIE !!!

poniedziałek, 10 października 2011

Zuziaczku walcz....

Mama Zuzi pisze......



Proszę każdego co odwiedza Zuzi blog o modlitwę w tej chwili to ona jest teraz  najważniejsza. Kochani w to co teraz napiszę samej trudno mi uwierzyć. Zuzi stan jest bardzo ciężki, wczoraj chodziła, bawiła się, była uśmiechnięta. W nocy zaczeła bardzo wysoko gorączkować, został jej włączony antybiotyk,  rano dostała duszności zaczęła sinieć. Badania są złe wszystko bardzo pospadało, wyniki wątrobowe i nerkowe też bardzo złe. Niema siły tylko śpi, ma bardzo niskie ciśnienie, ja nie wiem co się stało poprostu niewiem jak to możliwe, stan jest bardzo ciężki i poważny. Kochani błagam Was o modlitwę wszystkich, niech każdy pomodli się o cud, tak jak umie, tak jak potrafi, a Bóg może nas wszystkich wysłucha. Boję się każdej minuty i w każdej minucie się modlę . .....
 
stronka Zuzi....

Wiola Hajduk APEL O POMOC !!!

ulotka_v4_1